Po lipcu br. Polska miała 2 mld 782,1 mln zł nadwyżki w handlu zagranicznym – poinformował w poniedziałek Główny Urząd Statystyczny. W okresie styczeń–lipiec 2017 r. eksport w cenach bieżących wyniósł 492 195,9 mln zł, a import 489 413,8 mln zł. Dodatnie saldo ukształtowało się na poziomie 2 782,1 mln zł, natomiast przed rokiem wyniosło 13 575,7 mln zł. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku eksport wzrósł o 7 proc. a import o 9,6 proc.” – podano w komunikacie GUS.

Dane te nie są w żaden sposób zaskakujące, ale ich bardziej szczegółowa analiza pozwala wyciągnąć wnioski dotyczące szeregu obszarów. Skomentowałem te liczby dla Polskiej Agencji Prasowej. Moje wypowiedzi wykorzystał między innymi Business Insider. Poniżej fragmenty mojego komentarza:

W moim przekonaniu popularności polskich produktów za granicą sprzyja wciąż słaby złoty, oraz nadal niskie koszty pracy. Wynagrodzenia rosną bowiem wyraźnie wolniej niż teoretycznie powinno wynikać to z rekordowych niedoborów pracowników.

 

Nie jest jednak tak, że popularność polskich produktów zawsze wynika wyłącznie z ich konkurencyjnej ceny. Są bowiem obszary, np. żywność, gdzie nasi producenci cieszą się dużym uznaniem.

 

W jego ocenie wzrost importu, większy niż wzrost eksportu, był możliwy dzięki dokonującym się powoli, ale jednak wzrostom płac. A także dzięki poprawie kondycji finansowej polskich gospodarstw domowych, jaka dokonała się m.in. w rezultacie programu 500 plus.

 

Jak podkreślił, dane o polskim handlu zagranicznym pokazują nieustannie kluczową rolę Republiki Federalnej Niemiec i to zarówno w eksporcie, jak i w imporcie. Te silne związki gospodarcze nie zostawiają rządom obu państw zbyt wiele miejsca dla radykalnych działań politycznych, podejmowanych przeciwko sobie. Interes gospodarczy, dobrze pojmowany, obu tych państw raczej sugeruje zaniechanie skrajnie niekorzystnych działań przeciwko sobie. Właśnie ze względu na ekonomię.

 

Bartłomiej Biga