Rok 2016 był rokiem, w którym wzrósł dochód rozporządzalny w polskich gospodarstwach domowych. Odnotowano go nie tylko w rodzinach będących beneficjentami programu 500 plus, ale także dzięki wyraźnemu wzrostowi płac. Skomentowałem te dane dla Polskiej Agencji Prasowej. Tekst wykorzystały m.in. Rzeczpospolita, Onet, Money.pl, TVN24Bis, wPolityce.pl. 

Poniżej moje wypowiedzi na ten temat:

 

Dochód rozporządzalny

Rok 2016 był kolejnym rokiem wzrostu dochodów rozporządzalnych w polskich gospodarstwach domowych. Co ważne wzrost ten został odnotowany nie tylko w rodzinach będących beneficjentami programu 500 plus. Jest to w dużej mierze efekt zauważalnego wzrostu płac. Ale oczywiście dochód rozporządzalny najbardziej wzrósł w tych rodzinach, które są wielodzietne” – powiedział ekspert z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego Bartłomiej Biga. Mimo to, jak dodał, statystycznie rodziny wielodzietne nadal są w relatywnie gorszej sytuacji materialnej niż małżeństwa bez dzieci lub z jednym, dwójką dzieci na utrzymaniu. “Zatem 500 plus istotnie łagodzi, ale nie likwiduje całkowicie tych dysproporcji” – ocenił ekonomista.

 

Ekspert z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego zwrócił też uwagę, że w Polsce systematycznie spada udział wydatków w dochodzie rozporządzalnym, co świadczy o poprawie sytuacji gospodarstw domowych. “10 lat temu było to 90 proc., dziś jest to 76,7 proc. Świadczy to o poprawiającej się sytuacji polskich gospodarstw domowych. Tworzy się bowiem przestrzeń do oszczędzania. Mówiąc potocznie zmniejsza się skala zjawiska, które nazywamy życiem od pierwszego do pierwszego. Trzeba na to nałożyć dane o nierównościach dochodowych. A te mierzone współczynnikiem Giniego, według Banku Światowego, w Polsce maleją. Chociaż są wyraźnie wyższe niż u naszych południowych czy zachodnich sąsiadów” – podkreślił. 

 

Według Bigi utrzymanie się obecnego trendu wzrostowego dochodu rozporządzalnego w dłuższym okresie przyczyni się do wzrostu wskaźnika bogactwa naszych gospodarstw domowych. “Obecnie z wynikiem 12 tys. 902 dol. jesteśmy w tym zestawieniu między Meksykiem a Estonią. A np. Hiszpania ma ten wskaźnik ponad dwukrotnie wyższy, Francja ponad czterokrotnie, a Szwajcaria – blisko dziesięciokrotnie wyższy. Natomiast w tym ujęciu wypadamy lepiej od Litwinów czy Słowaków” – wskazał. I dodał: “Mamy kogo gonić, ale nad kilkoma krajami mamy wyraźną przewagę”.

 

Konsumpcja i dysproporcje

W Polsce nadal rośnie konsumpcja, co – jak zauważył Biga – pogłębia obawy, że może się okazać, iż nasz wzrost jest oparty w zbyt dużym stopniu na konsumpcji. “Trudno oczekiwać, aby ten czynnik był wystarczający dla podtrzymania wzrostu w dłuższym okresie. Na szczęście wydatki polskich gospodarstw rosną wolniej niż ich dochód rozporządzalny, a to pozwala tworzyć pewną strefę bezpieczeństwa na wypadek pogorszenia się koniunktury gospodarczej” – wyjaśnił.

 

Biga przypomniał też, że wciąż istnieją znaczne dysproporcje w poziomie dochodu rozporządzalnego między regionami w Polsce. “Z jednej strony mamy mazowieckie, gdzie jest 120,8 średniej krajowej, a Podkarpacie ma jedynie 76,9 proc. Z roku na rok zmniejsza się jednak różnica w sytuacji materialnej mieszkańców miast i wsi” – zaznaczył. Według niego, trudno jednak powiedzieć, w jakim stopniu statystycznie szybsze bogacenie się wsi wynika z przeprowadzania się osób zamożnych poza granice miast, a na ile jest to efekt generalnej poprawy w tych obszarach.

 

Biga zwrócił też uwagę na stabilny w ostatnich 10 latach udział głównych kategorii w strukturze przeciętnych miesięcznych wydatków. Trzy kategorie: żywność i napoje bezalkoholowe, użytkowanie mieszkania i nośniki energii oraz transport nadal stanowią nieco ponad połowę przeciętnych wydatków naszych gospodarstw domowych” – powiedział ekspert. Wyjaśnił, że świadczy to o tym, że podstawowe wydatki “nie konsumują nam większej części naszego budżetu”.

 

Prognoza

“W 2017 r. na pewno nie będzie tak silnego impulsu jak 500 plus, bo ten czynnik zadziałał już w poprzednim roku. Natomiast wciąż rosną płace. Należy się zatem spodziewać dalszego wzrostu, choć prawdopodobnie już nieco mniejszego niż w 2016 roku – ocenił Biga.

 

Bartłomiej Biga