Rzadko w tym podcaście zabieram tak jednoznacznie głos. Zwykle staram się przedstawić i zrozumieć racje obu stron. W tym jednak przypadku, po stronie zwolenników nie dostrzegam żadnych racji – może poza zapewnieniem sobie łatwego dostępu do dużych pieniędzy.

Opłata reprograficzna to temat, który obudowano wielkimi słowami, przy okazji komplikując sprawę do granic absurdu. A tak naprawdę sprawa jest bardzo prosta, ale i bardzo niebezpieczna. Poświęćmy więc na nią kilka minut. Wpierw ustalmy, czym jest opłata reprograficzna. Następnie omówmy siedem powodów dlaczego jest ona złym pomysłem.

 

Co to jest opłata reprograficzna?

Opłata reprograficzną jest rekompensatą za piractwo – czyli za legalne powielanie czyjejś twórczości bez zgody samego twórcy. Mimo, że kopiowanie (kserowanie książek, pobieranie muzyki czy filmów z serwisów typu chomikuj.pl ) jest legalne, to z pewnością wiąże się ze stratami twórców – bo część osób zamiast kupić, pobiera za darmo.

Od czego pobierana jest opłata reprograficzna? Od urządzeń i nośników, które pozwalają na takie kopiowanie. Twórcy czują się jednak pokrzywdzeni, bo lista urządzeń jest, mówiąc delikatnie, dość archaiczna – „kaseta magnetofonowa, zestaw wieżowy z magnetofonem i odtwarzaczem płyt CD, czy magnetowid”. Część twórców, domaga się więc rozszerzenia opłaty na bardziej nowoczesne (i powszechniejsze) urządzenia – smartphony, smart-TV, itp.

 

Dlaczego opłata reprograficzna to zło?

  1. Ponieważ próbuje się zwiększać rekompensatę za piractwo, choć samo zjawisko piractwa się zmniejsza.
  2. Samo piractwo też nie jest jednoznacznie negatywne z punktu widzenia twórców. Badania pokazują, że ci którzy najwięcej „piracą” korzystają też najwięcej z płatnych źródeł.
  3. Każe się płacić za samą MOŻLIWOŚĆ nieautoryzowanego kopiowania. Obciąża się więc także tych, którzy na przykład kupują sprzęt do drukowania faktur.
  4. W pewnym sensie zniechęca się do korzystania z płatnych źródeł, bo osoby obciążone opłatą mogą nabierać przekonania, że swoją rekompensatę już zapłaciły, więc mogą „piracić” do woli.
  5. O ile obecny katalog urządzeń objętych tą opłatą jest archaiczny, to rozszerzanie go na wszystkie smart-rzeczy sprawi, że będziemy mieć dodatkowy podatek na wszystko co ma komponent elektroniczny.
  6. Jest to kolejny podatek (a nie, wbrew nazwie, opłata). Do tego cel na który mają iść pozyskane środki jest trudny do zaakceptowania. Pieniądze mają iść na dopłatę do ubezpieczenia zdrowotnego i emerytalnego dla artystów. Co w tym złego? Nie neguję trudnej sytuacji finansowej części artystów, ale nie widzę powodów faworyzowania ich względem innych grup, w których podobne problemy występują (dziennikarzy, rzemieślników, czy dziesiątek innych profesji). W pakiecie dostajemy też komisję, która będzie orzekać kto jest artystą, a kto nie i to też pachnie słusznie minionym ustrojem.
  7. Rozszerzenie opłaty reprograficznej spowoduje wzrost cen – import, dystrybucja i sprzedaż elektroniki odbywa się na zbyt niskich marżach, żeby te podmioty mogły wziąć opłatę na siebie.

 

Jaka alternatywa?

Otwarte modele! Na tym też da się dobrze zarobić, o czym piszę w mojej książce – „Economics of Intellectual Property and Openness”. I właśnie – ja krytykuję rozszerzanie opłaty reprograficznej, choć samy piszę książki i taka rekompensata mogła by się wydawać ciekawym źródeł dochodu. Sam też wolę, co tylko mogę, udostępniać chociażby na mojej stronie.

Więcej na ten temat w tekście, który napisałem dla Klubu Jagiellońskiego.

 

Posłuchaj i zostań na dłużej

Odcinek można odsłuchać przy pomocy poniższego odtwarzacza. Są tu także linki umożliwiające pobranie odcinka oraz subskrypcję podcastu w najpopularniejszych programach:

Słuchaj w Apple Podcast

Słuchaj na Google Podcasts

Słuchaj w Spotify

Podcastu można także słuchać w serwisie YouTube.


Poprzednie odcinki podcastu są dostępne tutaj.

Koniecznie zapisz się też na newsletter, żeby być na bieżąco z kolejnymi odcinkami!